Historia Parafii

Nasza parafia

Z przeszłości szczawnickiej parafii

Nie za wiele wiemy o historii Szczawnicy. Położona na peryferiach przygranicznych państwa, z dala od tradycyjnych szlaków komunikacyjnych, z dala od terenów wielkiej polityki, nie zasłużyła sobie Szczawnica na wzmianki znanych kronikarzy. W pomroce dziejów nikną początki osadnictwa i początki chrześcijaństwa w Szczawnicy. W roku 1966 obchodziła Szczawnica razem z całą Polską tysiąclecie chrztu. Gdyby przed tysiącem lat istniało tutaj coś, co mogłoby uchodzić za zalążek Szczawnicy, to kto wie, czy ten millenijny jubileusz nie winien być obchodzony tutaj znacznie wcześniej: przynajmniej kilkadziesiąt lat. W roku 1988 obchodzono podobne millenium chrztu Rusi Kijowskiej i całej Rusi. W tym jubileuszu nie wzięli udziału grekokatolicy Słowacji, motywując swe stanowisko w ten sposób, że gdy w roku 988 Włodzimierz zdecydował się w Kijowie na chrzest, mieszkańcy dzisiejszej Słowacji byli już od kilku dziesiątków lat chrześcijanami. Zresztą dzisiejsi grekokatolicy Słowacji uznają się za autentycznych spadkobierców misyjnej działalności Cyryla i Metodego. Trudno przypuścić, by błogosławiona działalność Apostołów Słowian rozwijająca się aż do Kraju Wiślan nie wywierała wpływu i nie miała zwolenników tuż za graniczną miedzą. Trudno przypuścić, by chrześcijaństwo musiało pokonywać setki kilometrów z Wielkopolski do okolic dzisiejszej Szczawnicy, podczas gdy tuż obok krzewiło się już pomyślnie od dziesiątków lat. Są to przypuszczenia, ale umotywowane.

Legendy ludowe zwykle wyręczają historyczne przekazy. Jedna z nich mówi, że przez Szczawnicę miał się przeprawiać św. Wojciech z Czech do Polski. Dlatego też został obrany za patrona parafii. Wiemy, że przejeżdżał on przez Krosno. Ale gdyby dzisiejsze Krościenko nad Dunajcem nazywało się uprzednio Krosnem, legenda posiadałaby pewien obiektywny fundament. Inna legenda wskazuje na kapliczkę w Szczawnicy na Kuniach, gdzie bł. Kinga miała wypoczywać podczas ucieczki przed Tatarami ze Sącza do Pienin.

Około 1350 roku istniała już w Szczawnicy parafia. Ale jakiego ona była obrządku: łacińska, bizantyjska czy metodiańska? Rozmaicie bywało pod tym względem w sąsiednich górskich parafiach. Proboszcz szczawnicki posiadał stałe uposażenie, a społeczność murowany kościół, który ze starości runął chyba w XVI wieku. Musiała to być świątynia wiekowa, skoro doczekała się śmierci technicznej.

Na ten sam okres przypada utrata przez Szczawnicę duszpasterskiej samodzielności. Biskup krakowski Piotr Tomicki nie mógł w roku 1529 znaleźć chętnego kandydata na duszpasterza w Szczawnicy z powodu ubóstwa prebendy i peryferyjnego położenia parafii. Dlatego zdecydował się na powierzenie duszpasterstwa w Szczawnicy Ks. Marcinowi z Piotrkowa, proboszczowi w sąsiednim Krościenku. Nie była to zdecydowana kasacja parafii, ale prowizoryczna decyzja, jedynie do końca życia proboszcza Marcina, który miał obowiązek obsługiwać Szczawnicę. Od czasu tej decyzji przyzwyczaiła się Szczawnica do braku na miejscu duszpasterza, a musiała czekać prawie 300 lat na jego powrót i to nie w charakterze proboszcza, ale w skromnej randze "wikariusza eksponowanego". Za utratą własnego duszpasterza postąpiły dalsze braki, takie jak: brak oddzielnej kancelarii parafialnej, brak odrębnych ksiąg metrykalnych, brak własnej kroniki parafialnej, a więc brak źródeł historycznych dotyczących parafii. Przede wszystkim nastąpiło obniżenie poziomu życia religijnego i zaprzepaszczenie beneficjum proboszczowskiego.

Na miejscu zawalonego kościoła murowanego wzniesiono w roku 1550 kościółek drewniany, który miał być dla Szczawnicy świątynią filialną aż po rok 1896.

Ale po "chudych latach" dla Szczawnicy w wieku XVI i XVII zaczęły nadchodzić lata "tłuściejsze". U schyłku XVIII wieku zaczęto prowadzić oddzielne księgi metrykalne dla Szczawnicy, a w roku 1806 zamieszkał przy szczawnickim kościele pod wezwaniem św. Wojciecha na stałe wikariusz krościeński Ks. Antoni Arędarczyk w charakterze wikariusza eksponowanego. Nie było to jeszcze szczytem marzeń, ale było to już coś ważnego. Przełamano niechlubną tradycję. Przez 64 lata duszpasterzują w Szczawnicy krościeńscy wikariusze eksponowani. Było ich sukcesywnie siedemnastu. Zwyczajnie nie chcieli oni dłużej w Szczawnicy pozostać, lecz rozglądali się za innym terenem pracy. Częste były również okresy, nawet o długości do trzech lat, że wikariusza eksponowanego w ogóle w Szczawnicy nie było. Wkraczali wtedy na widownię dziejową księża proboszczowie ze słowackiej Leśnicy, lub z parafii greckokatolickich w Szlachtowej i w Jaworkach, którzy awaryjnie chrzczą i zaopatrują chorych w Szczawnicy.

Tymczasem w miejscowości dokonuje się powoli swoisty "cud gospodarczy". Dwie zabite od świata deskami i zapomniane wioski góralskie: Szczawnica Wyżna i Szczawnica Niżna przekształcają się w znane uzdrowisko dzięki pełnej inwencji działalności rodziny Szalayów. Szczawnica staje się sławna. W sezonie przybywa tu po zdrowie kilka tysięcy kuracjuszy. Podnosi to rangę miejscowości, ale stwarza również problemy duszpasterskie. Kościółek z XVI wieku mimo rozbudowy nie może pomieścić uczestników nabożeństw. Do tego jego stan techniczny jest fatalny. Gdy zerwie się wiatr halny, wiązania dachowe skrzypią jak stare wrota, tak że uczestnicy nabożeństwa troskliwie rozglądają się, czy dach się już zawalił, czy też zaraz runie. Gdy deszcz, albo zimą śnieg, wierni wnoszą na obuwiu tyle wilgoci, że gliniana polepa zamienia się w grząskie błoto. Józef Szalay usiłował rozwiązać ten duszpasterski problem. Wybudował i otworzył na czas sezonu kaplicę zdrojową w roku 1845. Podobną otwarto w roku 1876 w Parku Dolnym, przemieniając dawną pijalnię wód mineralnych w kaplicę Matki Bożej Częstochowskiej. Po długich staraniach w CK Namiestnictwie we Lwowie awansowano w 1870 roku miejscowego wikariusza eksponowanego na "kapelana lokalnego", by wreszcie przywrócić Szczawnicy w 1888 roku to, co posiadała w połowie XIV wieku: pełne prawa parafii. Był po temu już najwyższy czas. Szczawnica zdecydowała się na budowę obszernego murowanego kościoła. Mury z roku na rok rosły, a nie wypadało przecież, aby córka (filia) szczawnicka przerastała krościeńską "macierz" (krościeński kościół).

Oczywiście, jak zawsze w takim wypadku, były wątpliwości, po co budować taki wielki kościół. Dlatego też Ks. Jan Oleksik, właściwy budowniczy kościoła, po zakończeniu najpilniejszych prac zrezygnował ze Szczawnicy i przeniósł się na probostwo w Podegrodziu. Konsekracji nowego domu Bożego dokonał w roku 1892 Arcybiskup Karol Hryniewiecki – znany hierarcha-wygnaniec. Nabożeństwa przeniesiono zaraz do nowego kościoła. Wnet zapadła decyzja o rozbiórce starego kościoła. A szkoda! Byłby dziś cennym zabytkiem. Ale nie dziwmy się tej decyzji. Mała, biedna parafia, wykosztowana budową nowego kościoła nie była w stanie sfinansować nieodzownego remontu starej świątyni. Subwencji na zabytki nie było. Wybrano więc najprostszą drogę. W ciągu kilku lat wyposażono kościół we wszystko, co potrzeba: ołtarze, organy, konfesjonały, ambonę itp. Z Rzymu sprowadzono obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy poświęcony przez Leona XIII, który umieszczono w głównym ołtarzu.

Parafia sprzedała dotychczasowy budynek plebanii (obecny Urząd Miejski) i zakupiła z przeznaczeniem na plebanię dom przy dzisiejszej ulicy Jana Wiktora 8.

Łaskawy los uchronił parafię od działań wojennych pierwszej i drugiej wojny światowej, od pożarów i zniszczeń. Parafianie przelewali krew na wszystkich frontach, szli do obozów koncentracyjnych, pracowali na przymusowych robotach i zapełniali żołnierskie mogiły przeróżnych wojennych cmentarzy. Z lat drugiej wojny światowej nie można pominąć milczeniem trzyletniej nieobecności proboszcza Ks. Michała Matrasa, który aresztowany został przez Gestapo i osadzony w obozie koncentracyjnym w Dachau, podejrzany o współpracę z podziemiem i organizowanie przerzutu granicznego na Węgry. Podobnym zarzutem obciążony był wikariusz szczawnicki Ks. Stanisław Śmiałek, który nie czekał na aresztowanie, ale przekradł się przez granicę i wojnę przeżył szczęśliwie na Węgrzech. Obaj księża powrócili po wojnie do Szczawnicy.

W ciągu wieków swojej przeszłości ziemia szczawnicka przyjęła na pośmiertne schronienie prochy tysięcy swoich zmarłych mieszkańców. Istnieją oficjalnie trzy cmentarze parafialne. Najstarszy – to dawne kościelisko, gdzie stał pierwszy i drugi kościół, a wokół niego, według ówczesnego obyczaju, był cmentarz grzebalny. Tuż pod cmentarną darnią znajdują się resztki fundamentów dawnych kościołów. Szkoda, że dotąd nie przebadano terenu pod aspektem archeologicznym. Drugi cmentarz zapełnił się zmarłymi głównie w XIX wieku i posiada kaplicę szalayowską z podziemną kryptą. Trzeci cmentarz, obecnie używany, nie posiada całkowicie wolnych miejsc grzebalnych. Poza tym całkiem niespodziewanie odnajduje się w nieoczekiwanych miejscach zbiorowe mogiły ofiar licznych w przeszłości epidemii.

 

Ks. Prałat Stanisław Wach (*1921-1994+)

Proboszcz szczawnicki (1964-1994)

 

 

(Przedruk z biuletynu okolicznościowego

wydanego z okazji konkursu recytatorskiego

"Od Mickiewicza do Miłosza")

Designed byNet48.pl